Poznałam męża w Swingers Klubie

Był w klubie ze swoją żoną, a ja miałam okazję poznać nie tylko jej bogate i wilgotne wnętrze ale i smak. Być może przez to, że miała zakneblowane usta, a dłonie zajęte piersiami mojej przyjaciółki nie wyrażała sprzeciwu, gdy jej mąż zajmował się mną od drugiej strony... 


UŻYWANA BIELIZNA

Mówiłam już na jakie słowa mam w życiu alergię? 
"Musisz"
"Powinnaś"
"Bo tak wypada"

A guzik tam! Jedyne co mi w życiu wypada to okres na 30 dzień cyklu, albo czasem kubek z ręki. Poza tymi dwoma incydentami ogranicza mnie tylko wolność. 
Bo w życiu jest tak jak w klubie swingerskim:

Możesz wszytko, ale nie musisz nic.


I tym tekstem powiedzianym z uśmiechem na ustach przez Panią z obsługi klubu złamany został wszelki mój strach, wątpliwość i stres. 

Bo dzięki Wam niewiele musiałam czekać, by po moim poście sygnalizującym chęć spełnienia marzenia o wizycie w Swingers klubie otrzymać wsparcie. 

Tomaszu, wiesz doskonale, że gdyby nie Ty to emocje, których doznałam wraz z Patrycją w miniony weekend były dla mnie wciąż wielką niewiadomą. Dziękuję Tobie po raz kolejny. Całuję, ściskam i dedykuję Tobie każde wstukane tu słowo ♡♡♡


Wracając do mojej podróży to nasuwa mi się pewna dygresja. To co odgradza nas od marzeń to w 99% jest strach. A zasada jest prosta, żeby coś osiągnąć trzeba, kolokwialnie mówiąc, strach "wyruchać" bo inaczej on wyrucha Ciebie z Twojego szczęścia i przyjemności.
A na to jemu nie pozwalam.

O dziwo nie posiłkowałam się opiniami na temat tej formy zabawy. Ja po prostu chciałam to przeżyć i już. Ale mimo to podniecenie mieszało się z wątpliwościami. Jak się później okazało zupełnie niesłusznymi. 

Wybrałyśmy się we dwie. Ja i moja znana Wam babeczka, Patka. Klub oddalony od nas 10 godzin pociągiem. Impreza nastawiona tematycznie tylko na Panie biseksualne. (Początkowo myślałyśmy, że to impreza tylko dla Pań, ale to byłoby dziwne w swingerskim klubie, bo wówczas nie byłby już swingerskim tylko lesbijskim, nie wiem która z nas mogła tak pomyśleć ^^) W każdym razie plan był jasny: hotel, impreza taneczna, a później prysznic, zmiana stroju na erotyczny i hulaj duszo piekła nie ma.

Gdy udało nam się dotrzeć do hotelu, nie muszę wspominać, że rozpoczęłyśmy od rozluźniającej nasze spięte z emocji dupcie, butelki wina. Nie wiem czy pomogło, bo ręce wciąż drżały, a wykonanie wodoodpornego (a dokładniej ślino-opornego ) makijażu taką ręką nie należał do najłatwiejszych. Po długich zmaganiach kosmetyczno - wizażowych przeszłyśmy do ubioru.

Koncepcja była klasyczna. Ja na czarno, ona na biało. Jako, że na część taneczną postawiłam na kombinezon, który w pełni odsłaniał moje plecy, a cienkie dwa paski nieśmiało przykrywały moje sutki, zrezygnowałam z bielizny całkowicie. Świadomość, że szłam tam nago, okryta tylko delikatną lnianą tkaniną podniecała nie tylko mnie, ale również ją. A ona? Wyglądała jak zwykle przesmacznie i apetycznie. Krągłości, które tak w niej lubię, okryła opinającą się klasyczną "małą czarną" w wersji białej. Była moją anielicą. I choć stresowała się równie mocno jak ja, to nie dawała tego po sobie poznać.


Znacie to uczucie, gdy rzeczywistość okazuje się być zupełnie inna niż podpowiadała wcześniej wyobraźnia? 

Gdy okazuje się być jeszcze lepsza?


Gdy po zaczerpnięciu słodkiego zapachu klubu i zmieszanym w nim perfum zdałyśmy sobie sprawę, że każdy z tych osób przyszedł tu z miłości do seksu i siebie samego zrozumiałyśmy, że jesteśmy w dobrym miejscu i czasie.

Choć należy pamiętać, że wizyta w klubie swingerskim to nie jest gwarancja seksu i sukcesu. Tu jeśli wpadnie ktoś Tobie w oko, ale Ty jemu niekoniecznie, to należy przełknąć to niczym łyk kolejnego shot'a i delektować się dźwiękami wokół. A klub brzmi lepiej jak Aria na strunie G Baha, szczególnie po 22, gdy zakończy się dyskoteka, a rozpocznie druga część spotkania.

Na pięterko dołączyłyśmy nieco spóźnione, ponieważ wpadłyśmy w trans tańca, a zapodawana muzyka nie pozwalała nam opuścić parkietu. Niemniej jednak, gdy zostałyśmy już prawie same, zorientowałyśmy się, że i na nas już czas.
Szatnia koedukacyjna. Przedsmak tego co za chwilę będzie dane nam podziwiać. Nagość i naturalność ciał. I ta wątpliwość, czy patrzeć czy nie patrzeć. A uwierzcie mi, było na co :)

Po szybkim prysznicu wskoczyłyśmy czym prędzej w swoje koronkowe stroje, szpilki i podążyłyśmy w stronę raju. Pierwsze 5 min paradowania z gołą pupą pośród murów klubu wydawało się czymś dziwnym i nienaturalnym, przyznaję, że miałam odruch, aby schować czasem ręce do kieszeni, ale jedyne co miałam w miejscu kieszeni to wstążkę bielizny. Zatem trzymałyśmy się obie za ręce i dałyśmy się ponieść wraz z tłumem.

używana bielizna


Czerwone światła, ściany, bar. Słodki zapach olejków i gwar rozmawiających ze sobą i chyba znających już się dobrze osób przy barze. Gdyby nie charakter imprezy, mogłabym powiedzieć, że panowała atmosfera jak na dobrym weselu. Ale prawdziwie weselili się Ci, których było słychać, ale nie widać.

Gdy skierowałyśmy się w stronę zachęcających odgłosów, trafiłyśmy do bram raju lub piekła. Straciłam orientację. Stałyśmy na antresoli, wokół której oddzielone kotarami miejsca zabaw dawały znać o trwających igraszkach. Najpiękniejsza muzyka dla moich zboczonych uszu. Jęki, klapsy, pomrukiwania, głośne westchnięcia. I stałam tak tam trzymając ją za rękę, lekko uśmiechając się do siebie i do życia. Z uniesienia wyrwało mnie postukiwanie w ramię. Patrycja skinieniem głowy wskazała na naszą prawą stronę. A tam już ani kotarki, ani ściany. Za to plejada sprzętów które proszą się o użycie tych, które jeszcze nie były zajęte. Liny, łańcuchy i wszytko co potrzebne by zadać ból przyjemności. Gdzieś pomiędzy tym  na wolno stojących kanapach kłębiły się splecione z sobą ciała, a ich widok przyprawiał mnie o ekscytujący dreszcz pożądania. Ale to nie te dźwięki nas tu przywiodły. Wystarczyło spojrzeć w dół i wszytko stało się jasne. Piętro niżej rozpościerało się moje marzenie. Kopulodrom, na którym to trwała najpiękniejsza gra towarzyska jaką miałam okazję do tej pory podziwiać. Na jego środku czyniły honory anielskie kobiety, od których to samego patrzenia czułam jak topnieję ze szczęścia. Wokół niego panowie, będący tylko uzupełnieniem dla trwających tam igraszek, liżący co jakiś czas stopę któreś z Pań.

Domyślacie się chyba mojej reakcji? Jeśli wkręcać się w marzenie to tu i teraz. I nie minęła minuta, a my byłyśmy już na dole. Całowałam Patrycję jak nigdy dotąd. Byłam spragniona emocji i głodna orgazmu, mojego, jej i każdej z tych kobiet. Dosiadłyśmy się zatem niczym do stolika w kawiarni, bez pytania czy wolne i dałyśmy się ponieść fali.

Wpadłam w trans jak spragniona krwi wampirzyca, moje dłonie błądziły po ich ciałach, moje palce pieściły niejeden kwiatuszek, a usta całowały niejedne wargi. Traciłam oddech, krztusiłam się ich śliną, ich pot mieszał się z moim, a moje soki, które ze mnie spływały szybko odnajdywały język, które je zlizywał. Gdy otworzyłam oczy leżąc na wznak pod czyimś ciałem, zobaczyłam twarze ludzi stojących na piętrze, całujących się na widok, który jeszcze chwilę temu pobudził mnie samą do działania. Czułam się cudownie. Czułam się sobą. Czułam, że daję podniecenie i podniecam się. Zupełnie jak teraz - pisząc to dla Was wspomnienia łechtają moją wyobraźnię na nowo.

Mówią, że szczęście to tak jakby czuć słońce z dwóch stron na raz. No właśnie mniej więcej tak wygląda definicja szczęścia w klubie swingerskim, tylko zamiast słońca czujesz ciepło cudzego ciała. Byłam wtedy szczęśliwa.


A to nie był koniec wieczoru. Apetyt urósł w miarę jedzenia. Chwila regeneracji w jacuzzi i saunie, drink, albo dwa na barze, kilka wymienionych rozmów i byłyśmy jak nowo narodzone. Gotowe by działać dalej. W swoich skąpych i drapieżnych strojach, z odwagą i pożądaniem w oku ruszyłyśmy do dalszej gry. Testowałyśmy każde pomieszczenie, każdy mebel, łóżko, pokój. Oddawałyśmy się swoim przyjemnościom gdzie tylko chciałyśmy i jak. Nieraz dołączając do bawiących się już par lub grup. A nieraz dołączano do nas.

I tak też, małżeństwo, poznane chwilę temu przy barze zawitało do nas w strefie BSM. Początek był niewinny. Delikatny. Ale każdy ruch, gest i pocałunek napędzał całą naszą czwórkę. Początkowo zajmowałyśmy się tylko sobą, a oni stali i przyglądali się nam. To jego żona wyszła z inicjatywą. I to nie byle jaką. Gdy całowałam delikatnie szyję Patki poczułam chłodną dłoń na swoim udzie, która w jasny sposób sugerowała, żeby rozstawić szerzej nogi. Patka leżała na drewnianym łóżku z pasami, ja stałam nad jej głową, a między moimi udami znalazła się jego żona. Miała zwinny język i niepohamowaną ochotę na nas obie. Nie wiedzieć w którym momencie ale splotłyśmy się w trójkę dotykając każda każdej. Chcę być waszą niewolnicą. Szeptem wypowiedziała to w naszą stronę. Mąż jej już czekał, prężny, nagi, przystojny i twardy. Zatem wedle jej życzenia, przywiązaliśmy ją ciasno na gwieździstym łożu tak, aby jej nogi były daleko od siebie oddalone. Ręce skrępowane kajdankami, a w usta wcisnęłyśmy knebel. Pozwoliłam jej zatem pieścić moją przyjaciółkę, masować jej pośladki i biust. Sama zaś zajęłam się jej proszącą o pieszczotę i pięknie wyeksponowaną waginą. Gdy mój język rozchylał jej płatki, jej stłumione kneblem jęki zakłócił dźwięk zadanego mi klapsa. Jej mąż stał za mną, masując swój konar oblizywał wargi z apetytem, a pochylając się nade mną szepnął Można? Odpowiedziałam uśmiechem i wróciłam między uda jego żony. On zaś wszedł we mnie i każdym posunięciem przyciskał moje wargi do jej warg. Patrycja ssała sutki jego żony, a ja poznawałam w tym czasie jej męża i jego potencjał... Tak oto poznawaliśmy się wszyscy dogłębnie.


A noc trwała jeszcze długo. Tak długo póki nie spłoszył jej świt...

***

Kochani, podsumowując. To najlepsza impreza na jakiej byłam. Nie tylko dlatego, że była pełna seksu. Była pełna szczerości, nieudawanej rozkoszy i poczucia swobody. Każdy wiedział po co tu przyszedł, ale nikt od nikogo niczego nie wymagał. Każdy oddawał się swoim pragnieniom których nie skrywał, ale też nie wyrażał wulgarnie (jak zdarza się to na "zwykłych" klubówkach).

Czułam się bajecznie, błogo i bezpiecznie.

Ja chcę jeszcze raz!
Tomaszu - dziękuję ❤️❤️❤️

MN.

P.S. Kto wie w jakim klubie byłyśmy?





Komentarze

Popularne posty