Lizanie pałki z połykiem czy bez?

Mokra Norka powraca :)
Wiem, że tęskniliście, wiem, że się martwiliście, a ja po prostu zostałam zasypana zamówieniami od Was,
niemalże do wyczerpania pokładów mojej bielizny do zera.

I właśnie tym wszystkim, którzy tak wytrwale wypatrywali nowego wpisu na blogu - dedykuję ten tekst.



Jak już ktoś słusznie zauważył, ta strona to skarbnica wiedzy o mnie samej. Choć czasem trzeba mocno wczytać się między wiersze. Jedno jest pewne i to podkreślam od zawsze- jestem słodka. Nie dlatego, że mam dziewczęcą urodę, krasne lico i szkliste zielono - szare oczy kotki. Jestem słodką dziurką, która na widok pięknie opakowanych cukrów prostych z tłuszczami utwardzonymi wzdycha i jęczy niczym podczas ekscesów miłosnych.




A lizanie pałek ... Jakkolwiek to zabrzmi - lubiłam od dziecka. Szczególnie tych najtwardszych z dużą ilością kremu :)  To dodawało mi szczęścia i za raz obok kilogramów ;) 

Gdy już jestem dużą dziewczynką niewiele się w tej kwestii zmieniło. 
Może to, że zlizywanie kremu z martwej natury zamieniłam na żywy, dorodny, ciepły i pulsujący w dłoni  okaz. 

Lizanie jest przyjemne, prawda Panowie?

Uczucie ciepłego zwinnego języczka kobiety, która tuli w ustach wasz największy skarb. Te dreszcze, kiedy przypadkiem muśnie najczulsze miejsce na nim. Gdy niespodziewanie przyspieszy, zaciśnie, gdy supluje na niego, a ślina jej ścieka aż po same jądra. I ten dylemat, czy pozwolić jemu już kończyć, czy dać się ponieść ekstazie, czy wstrzymać go jeszcze na chwilę. Gdzie kończyć, gdzie dać popis swojej męskiej naturze. A miejsc do wyboru aż zanadto. Od klasyki po awangardę. Od jej ust, po jędrne piersi, pępek, waginę, pośladki i między nie, po plecy, aż po same stópki, które tuląc go nabalsamowane aż proszą o erekcję. Miejsc, w których sperma prezentuje się niebywale samczo i dorodnie jest tyle ile tylko jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Ale proszę mnie poprawić, jeśli się mylę- Panowie nie lubią, gdy ich boski nektar się marnuję. 

Widok, gdy ona spływa do jej ust i dźwięk przełykania to wisienka na torcie (zazwyczaj) rundy wstępnej. 


I całkiem słusznie. To chyba instynktownie zaprogramowana część seksu. Matka Natura to sprytna babka, muszę przyznać. Nie ma przypadkowości w seksie i bezcelowości. To, że dobierany instynktownie partnerów, kuszeni zapachem ich skóry już mówiłam. Ale nie wspominałam jeszcze o niebagatelnej roli jakże burzliwej, gorącej i lepko słodkiej spermy.

Szukamy złotych środków na zatrzymanie czasu, na wieczną młodość i niezachwiane piękno ciała i ducha, a ona tak po prostu chowa się w woreczku noszonym między nogami przez płeć brzydszą.

Jak się okazuje, śmiało można odrzucić wszelkie szamańskie rytuały, wizyty u cudotwórców i cudotwórczyń, wróżek i leśnych skrzatów- bo lekiem na wszelkie zło jest SEX, czysty, niczym nieograniczony sex (bez prezerwatywy).

Sperma to najlepsza przyjaciółka kobiety. 

Dzięki zawartej w niej masie neuroprzekaźników i hormonów, które przedostają się do organizmu kobiety przez błony śluzowe (zarówno w pochwie jak też w jamie ustnej, przełyku itp) działa lepiej jak tabliczka czekolady. Uszczęśliwia i zapobiega stanom depresyjnym. A spermidyna, wysoko skoncentrowana w nasieniu jest aktualnie jednym z obiektów badań naukowych, gdyż uważa się ją jako substancję przedłużającą życie!

Zatem...

Jako Mokra Norka zalecam wszelkim czytelniczkom lub partnerkom czytelników,

by nie opierać się tej pokusie i z wszelką czcią i oddaniem pieścić prężne działa swoich mężczyzn. Pozwolić by sperma wzbierała w nich, wypełniała każdy kanalik prącia, by krew pompowała go w waszych ustach. Czerpać przyjemność z jego przyjemności i kosztować smaku jego niebywale cennego nektaru.


♡  Stosować co najmniej raz dziennie! 




Polecam, na zdrowie - Mokra Norka🎔








Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty