Wstydliwy fetysz

O tym, że zakazany owoc smakuje najlepiej 


Jestem kobietą - prawda
Jestem seksowną kobietą - prawda
Jestem biseksualna - prawda
Kocham się kochać- prawda
Masturbuję się - prawda
Wstydzę się tego - fałsz



Kto mnie zna na co dzień wie o mnie, że lubię słodycze, pijam czarną kawę i wytrawne białe wino. Że gdy mówię, że skręcam w prawo to na 99% pojadę w lewo, a gdy wybucham bez powodu to znaczy, że czas coś zjeść. 

Ale ten sam ktoś nie wie kim jestem naprawdę. Kim jestem gdy zasłaniam ciężkie, czerwone zasłony okna sypialni. Gdy zrzucam z siebie kolejne elementy garderoby razem z bagażem doświadczeń mijającego dnia. 

Intymność wyzwala emocje  i pożądania jakie kotłują się pod grubą warstwą codziennej maski. I to wtedy właśnie, gdy jesteśmy sami najwyraźniej słyszymy swoje potrzeby.

Ja tak mam, ta pani tak ma, ten pan i Ty, który teraz to czytasz pewnie też. Bo wtedy właśnie- za szczelnie zasłoniętymi oknami, za zakluczonymi drzwiami budzi się w nas namiętność. Budzi się pragnienie, które uporczywie nie ustępuję. Tęsknota za tym czego pragną nasze zmysły i ciało nabiera w siłę tak ogromną, że myśli natrętnej nie da się już zagłuszyć niczym innym jak czynem.

A czyny te bywają różne, tak jak różne bywają ludzkie podniety i fetysze.
A fetysz jakiś ma każdy. Powtórzę- K A Ż D Y

Gdy jednych podnieca krągły pośladek,  dzieło sztuki, szum rzeki, odsłonięty biust, czerwone usta lub naga szyja, tak innych równie mocno kręci zapach, noszone majteczki, poddanie się płci pięknej, zniewolenie, czy po prostu bose stopy kobiety. 

I nie ma w tym nic, absolutnie nic absurdalnego. 


Więc skąd bierze się te doskwierające uczucie, które tak często towarzyszy po osiągniętym orgazmie?


 Gdy emocje opadną niczym pozbawiony dopiero co ejakulatu penis odzywa się ten podły głos, który przyprawia o moralnego kaca. Jakim prawem zagłusza on teraz te pełnię szczęścia właśnie osiągniętą i taką przecież upragnioną❓❗

No właśnie. Szczęście to słowo klucz w tej całej zagadce.

Ktoś kiedyś dawno temu ustalił pewne zasady rządzące światem. Poszufladkował to w normy, nadał temu nazwę "dobrego życia" i wpajał dzieciom do głowy. Dzieci później przekazywały to swoim dzieciom, dzieci dzieci swoim i tak aż doszło do Ciebie i mnie. 

Od maleńkości wyraźnie zaznaczano, abym była grzeczną dziewczynką, mówiono co grzeczne dziewczynki robią, a czego absolutnie nie. Nie przeklinają, nie plują na chodnik, nie oglądają filmów dla dorosłych i nie uprawiają sexu przed ślubem. A! Najważniejsze- nie myślą o sexie w ogóle.

I wiecie co? Jestem już duża i teraz mam te całe popapraństwo w dupie (o ile nie mam w niej aktualnie  już czegoś metalowego). 

Grzeczne dziewczynki chodzą do nieba, a niegrzeczne tam gdzie chcą objadając się zakazanym owocem. I jest w tym 100% prawdy.

Bo dlaczego odmawiać sobie przyjemności (która nie narusza zdrowia i życia drugiego człowieka) w imię... no właśnie w imię czego?

Wszystkim dobrze zrobić się nie da. Na pewno nie wszystkim na raz ;)
 Ale zrobić sobie dobrze zawsze można. 

Bo z sexem jest jak z deserem:
to, że go nie zjesz nie znaczy, że o nim nie myślisz. A im dłużej o nim myślisz, tym trudniej Ci się powstrzymać przed pokusą. A gdy już zaczniesz jeść to nim się zorientujesz zamiast kostki czekolady - zjadasz z łakomstwa całą tabliczkę. Wtedy nachodzą Cię wyrzuty sumienia i przysięgasz sobie, że nigdy więcej. I koło się zamyka.

Jaki morał zatem?

Nie pozwól by ogólny światopogląd innych zaburzał Twoje własne potrzeby seksualne. Zaspakajaj się tak jak kochasz najbardziej. Tak jakby jutra miało nie być. Bez wyrzutów sumienia, z czystą jedynie przyjemnością.



Komentarze

Popularne posty