Lovense Lush i PRZEPIS NA KOBIECY ORGAZM


Uwielbiam te zdjęcie! Zdecydowanie jedno z moich ulubionych. Podobnie jak przedmiot, który na nim trzymam- należy do moich faworytów. 

Lovense Lush - pseudonimmały, ale wariat. Pokrótce o jego fenomenie i rozmiarze.

No właśnie Panowie, jak to z tym rozmiarem jest...





Lovense Lush- Mały, różowy i dziki. 
Naprawdę dziki. Trzeba go oswoić, a raczej oswoić się - przed pierwszym użyciem. Jeśli nie chce się przysporzyć sobie obić i siniaków na swoim kwiatuszku. 
Niestety moja zachłanność doprowadziła pierwszego dnia do katastrofy trwającej kilka kolejnych dni. Chwila przyjemności kosztowała mnie dwa dwa dni bólu. A gdybym tylko posłuchała doświadczonych koleżanek.... No cóż, teraz już wiem. Ma naprawdę silne wibracje, najsilniejsze jakie do tej pory czułam. Ta mała zabawka nadała nowego znaczenia definicji "sex na odległość". Niesamowite uczucie, gdy nie nie wiesz czego się spodziewać, gdy czekasz w napięciu na ruch tego kto steruje twoją przyjemnością. Definitywnie Nobel w kategorii "erotyczne zabawki". Oprócz szeregu zalet, takich jak design, poziomy wibracji, sterowanie na odległość, ciche działanie, ma jedną wadę. Mógłby być nieco większy i podłużniejszy za razem. No i wymaga gry wstępnej, na co nie zawsze jest czas ;)

Ale wracając do wielkości...Czy to, że marzę o długim twardym i wibrującym fenomenie można odnieść też do wielkości ciepłych, pulsujących, aksamitnych i realnych penisów?
Jednymi słowy - Czy rozmiar penisa ma wpływ na jakość sexu? 


Śledząc moje wpisy na bieżąco można by niechybnie pomyśleć, że moje serce i wzrok przyciąga tylko widok damskich ciał. Na całe szczęście zostałam obdarzona darem "multimiłości", stąd też nie raz i nie dwa kusi mnie niejedno męskie ciało.
Lubię czasem wyobrazić sobie jakie dzieło sztuki skrywa się za tym lub tamtym rozporkiem i niekoniecznie spodziewam się wtedy działa armatniego. 

Serio, Panowie, kobiecie do szczęścia potrzeba o wiele więcej niż kilkunastu cm.
Bo od "To może zostaniesz na noc?" do "Dzień dobry. Byłeś boski- powtórzymy to?" jest jeszcze cała droga świetlna do przebycia. Aby sprawić, żeby kobieta odleciała w kosmos potrzeba paru istotnych elementów. 

Uwaga- PODAJĘ PRZEPIS NA KOBIECY ORGAZM (można notować):


  1.  Nastój
    O tym, że kobieta musi być w nastroju to chyba nie muszę mówić. Ale nawet jeśli nie jest, to odpowiednio zaaranżowane pomieszczenie pomoże skusić nawet najbardziej zatwardziałą samiczkę. Bo kobiety w 90% są estetkami. Po prostu, doceniają piękno, ład i porządek. Więc jeśli zdołasz sprawić parę świeczek, napuścić wody do wanny, nalać schłodzonego wina do kieliszka, a łóżko zaścielić tak jak zrobiła by to ona sama lub nawet lepiej- to uwierz mi, twoje rokowania pójdą w górę. A jak przygotujesz jej coś pysznego i jeśli nie będzie to schabowy lub pizza ze "stonki" to jest szansa, że ulokujesz się jeszcze wyżej.


  2. Zapach
    Panowie to wzrokowcy. W większości. Wystarczy fragment nagiego jędrnego jak świeże pączki ciała, a już krew spływa do ujścia. A Panie? Panie to wielbicielki zapachu. Kochają się w perfumach, ale też odpowiednio pachnące męskie ciało jest ich bodźcem zapalnym. Poza tym, naukowo udowodnione jest to, że właśnie łączenie się w pary damsko-męskie opiera się na podświadomym doborze partnera przez zapach. Więc jeśli udało Ci się zwabić kobietę do swojej jaskini to już duży sukces. Znaczy, że ładnie dla niej pachniesz. Ot co. Ale nigdy nie zaszkodzi odrobina perfum ;) (Na mnie to działa. Cholernie.)

  1. Uwodzenie
    Nie ma znaczenia czy znasz swoją (potencjalną) partnerkę seksualną 50 lat czy 5 min. Kobiety choć zmienne jak pogoda, to w tej kwestii w niezależnie jakim są wieku, nic się nie zmieniają. Kobietę trzeba nieustannie zdobywać, dbać o jej ego równie mocno co o swoje własne. Prawie komplementów jak najbardziej. Ale trzeba pamiętać, że jest to trudna sztuka. Bo najlepszy komplement to ten niewymuszony, niby przypadkiem, nienachlany ale trafiony w dychę. A i co ważne- lepiej nie prawić komplementów uderzających w kompleksy kobiety. Odbierze je za nieszczere. Zaskocz ją czymś, czego jeszcze nie wie i czego nie powiedział jej nikt dotąd.

  1. Gra wstępna
    Czyli must have, jeśli planujesz długą noc, a lepiej, żebyś taką właśnie planował. Bo przecież nie zaprosiłeś jej tylko po to by obejrzeć z nią Avengersów. No i niezbędna jest też jeśli chodzi o wprowadzenie do zabawy zabawek. Szczególnie o tak silnych wibracjach jak Lush. Ta zabawka potrzebuje długiej gry wstępnej jeśli chcesz mieć chociaż cień szansy, że na drugi dzień Twoja kobieta będzie równie spragniona jak dzisiaj i nie będzie syczeć za każdym razem, gdy będzie próbowała usiąść.

    Zatem dotykaj jej palcami i językiem. Niech rozpływa się w rozkoszy w Twoich ramionach. Daj jej przedsmak tego czego za chwile dozna.
    Polewanie ciała woskiem, gładzenie piórkiem, drażnienie kostką lodu - to idealne bodźce które podkręcą jej apetyt. I masz moje słowo, że po tym będziesz musiał prosić, aby przestała choć na chwilę, aby wyjęła go z ust z obawy że skończysz przed rundą finałową. A to jest w pierwszej trójce na liście szczególnych faux pas łóżkowych.


  2. Zbliżenia waginalne/analne
    No i proszę, jak obiecałam tak jest. Runda finałowa i jej słodka tajemnica sukcesu. Twoja kobieta podana jak na tacy, a ty załadowany niczym tuba z confetti, ledwo wstrzymujący wybuch. I uwierz mi lub nie, ale w tym momencie mało ją interesuje czy ta tuba ma 15 czy 25(?!) cm. Wiesz co jest dla niej wtedy ważne? Co z tą tubą potrafisz zrobić. Bo nie chodzi o to by włożyć, wyjąć włożyć i skończyć. Chodzi o to, byś znów ją zaskoczył. Byś odnalazł taką pozycję, w której ona zacznie drżeć z rozkoszy. I powiedzenie mały, ale wariat to jest sedno sprawy i najprawdziwsza prawda. Może być długi, sztywny i tylko tyle, a może być krótszy, sztywny, ale zwinny jak akrobata. I ten właśnie będzie jej ulubionym. Bo tylko tak dzik potrafi odnaleźć czuły punkt norki.
Należy pamiętać, że  plastikowy, sylikonowy i jaki tam jeszcze może być longinus to zawsze tylko element martwej natury. A nic, a nic nie odda przyjemności jaką daje natura sama w sobie. 

Na koniec jedna ważna sprawa, może dla niektórych być to druzgocąca informacja równa niemal z tą, gdy dowiedzieli się że Św. Mikołaj nie istnieje: 
Panowie, nie ma czegoś takiego jak punkt G  i nie ma czegoś takiego jak squirt na zawołanie. Squirt to najczytelniejsza oznaka osiągniętego orgazmu, ale i bez niego orgazm jest orgazmem. I co ważne - nie można zaplanować dwóch orgazmów. Ba! Orgazmu kobiety w ogóle nie zaplanujesz. Nie wystarczy posmerać punkt, który ktoś kiedyś nazwał od imienia Grażyny. Bo do tego trzeba iskry. A jak ją rozpalić już (mam nadzieje) przeczytaliście wyżej.


Zatem bagnet w dłoń i do dzieła:)


P.S. Nie uznaję reklamacji – w trudnych przypadkach skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą ;P

Komentarze

Popularne posty