Czy mógłbym zerknąć w Pani rurę?

Nie ma wątpliwości co do tego ze klasyka nadaje charakteru. Tak jak ojcem matematyki jest Arystoteles, tak ojcem pornograficznej literatury i kinematografii nominuje hydraulika. Chyba już na same wspomnienie o nim większość ma jednoznaczne skojarzenia, prawda? Zatem w moich opowiadaniach nie może go zabraknąć. Ale niestety tak się składa, że wraz z dużym seksapilem otrzymałam od losu równie dużego pecha. Moja przygoda wcale nie była jak z filmu. Nie było nagiego rzeźbionego torsu i włosów połyskujących brylantyną, niemniej było ciekawie, ale pozwólcie że opowiem od początku.

używana bielizna


Jestem nicponiem, diablicą (jak to ostatnio, któryś z Was, panowie powiedział) i jest w tym tona prawdy. Moje zboczenie zawodowe nieustannie nasuwa mi kosmate myśli i czyny. I tak tez jak dla jednych chlebem powszednim jest codzienna gimnastyka tak dla mnie joga. A kto zna ten wie, że najlepiej odkrywać samego siebie -nago. Może  moja naga praktyka jogi nie ma to bezpośredniego wpływu na przygodę z hydraulikiem, ale czuje ze to mogło mieć niebagatelne znaczenie.

I tak oto, tuż przed poranna kawą, nim wstanę z łóżka rozgrzewam swoje ciało i ćwiczę głębokie oddechy. A, że zasypiam w nagości to i w nagości się budzę. Nie mam firan w oknie. Nie wiem czy to dobrze czy źle, ale czasem o tym zapominam. Niefart, gdy akurat moja pozycja skierowana w stronę słońca oznacza oddech pełna, krasną piersią w stronę okna zza którego czasem mogłabym powiedzieć „dzień dobry” gapiącemu się sąsiadowi. Niegroźny jest. Starszy pan, w dodatku niemowa. Wiec, niech sobie facet chociaż popatrzy. Uśmiechnę się do niego przy tym i wiem ze jest w niebie. Taki oto dobry uczynek z samego rana. Pecha ma chłopina, że nieregularnie chodzę spać i przez to wstaje o różnych porach dnia. Tak to pewnie prenumerowałby poranki pod moja sypialnią.

Mój dzień biegnie swawolnie jeśli nie muszę iść do pracy. Poranna toaleta, później nastawiam ekspres do kawy i snuje się po domu jak mnie Ten u góry stworzył. Nastroiłam się ta jogą i aurą tej słonecznej pogody za bardzo. Czułam, że moje ciało potrzebuje jeszcze czegoś do pełni szczęścia. Włączyłam muzykę. Kawę zaniosłam do łazienki. Napuściłam wodę do wanny. Wróciłam do sypialni po moje kolorowe zabawki. W końcu byłam grzeczna od rana, wiec mogę się nieco pobawić. I pospiesznie nim woda wystygnie wróciłam do napełniającej się wanny. Piana wzbierała się już w niej gęstymi kłębami i zakrywała mnie już po pas. Jestem piękna niczym Wenus z piany - pomyślałam. Czas zatem na boskie uniesienia. Wynurzyłam zadziornie jedna nogę z wanny i wodziłam  po niej paluszkiem. Od czubków stopy przez napięta łydkę, pod kolanem, przez udo aż do NIEJ.  Gładziłam ją pod woda z zamkniętymi oczami, wsłuchując się w dźwięki muzyki. Moja kolorowa artyleria leżała na brzegu wanny i czekała aż zdecyduje się na któreś działo. Głaskałam swoje gibkie ciało, ślizgałam się dłońmi po moich piersiach, uwodziłam swoje zmysły. Lubie to robić. To  moja codzienność. To jest właśnie moje powietrze.

Rozgrzałam już siebie i swoje pożądanie, potrzeba było mi czegoś więcej. Sam paluszek już nie wystarczał. Pod ręka miałam znanego już różowego kociaka, czarny długi wibrator, różowy podwójny, fioletowy wygięty, kulki gejszy i metalowy różaniec. Miałam w czym wybierać. Ale nie miałam pomysłu od czego zacząć. Leżałam z rozłożonymi nogami, a moja szparka była już gotowa. Zaczęłam zatem swój koncert od najmniejszego, ale za to najmocniejszego instrumentu. Mój kociak jest mały, ale ma pazur. Drażniłam nim swoje wargi i łechtaczkę, nadawałam zmiennych drgań, otaczam nim swoje centrum kobiecości. Dogadzał mi wyborowo, ale nie dałam mu wcisnąć się do norki. Chwyciłam czarnego i zdecydowanym ruchem wepchnęłam go głęboko, aż drgnęłam z rozkoszy. Czarny w środku, kociak na zewnątrz, a mnie wciąż było mało. Wsuwałam zatem pojedynczo i delikatnie (bez wyciągania wibratora z norki) swoje metalowe kuleczki w pupę. To była dopiero pełnia szczęścia, czułam, że długo nie uda mi się być na granicy i że za raz eksploduje z rozkoszy. Położyłam się na plecach i stymulowałam każdą zabawką po trochu. Wzburzyła się we mnie fala podniecenia i niczym tsunami uderzyła. Orgazm był pełen rozkoszy. Napawał każdą cześć mojego ciała, a ja dryfowałam na nim jeszcze i trwałabym w tym stanie o wiele dłużej gdyby nie dzwonek do drzwi,

Normalnie machnęłabym na to ręka, ale namachałam się nią przed chwila i ten kto stał po drugiej stronie drzwi był wyjątkowo nerwowy. Nie miałam wyjścia. Pospiesznie wyjęłam wszytko z siebie i rzuciłam na pralkę. Bez wycierania owinęłam mokre, z resztkami piany ciało w wąski ręcznik i na bosaka pomknęłam do drzwi.

używana bielizna


W progu stał pewien mężczyzna, facet grubo po 60, niski i nieco grubszy, z zaniedbanym wąsem i dawno już wychodzonym podkoszulkiem, spod którego przebijał owłosiony tors. Minę miał nieco zaskoczoną, ale nie można mu się dziwić, skoro drzwi otworzyła mu laska owinięta w ręcznik. Czułam jak stróżka wody cieknie mi po włosach, ramionach, po udach i krople uderzają na kafelkowy korytarz.

- Witam serdecznie, pogotowie sanitarne. Proszę wybaczyć najście, ale mamy zgłoszenie, że zalewa pani mieszkanie pod spodem. Czy można zerknąć?

- Niemożliwe, biorę kąpiel od 20 min, można powiedzieć, że mokre miejsca mam pod kontrolą. -Palnęłam bez namysłu.

Facet uniósł wąsy w geście lekkiego uśmiechu i dodał, że jeśli nie wyrażam zgody by wszedł do środka, muszę zakręcić zawory.

ZAWORY?! Gdzie u diabła mam zawory wody?! Nie miałam zielonego pojęcia, ani nie miałam też zamiaru stawiać mu oporu, zwłaszcza że to ja marzłam w progu półnaga. Zaprosiłam go zatem do środka, a odruchowo na pytanie gdzie jest łazienka, wskazałam na drzwi i w momencie, gdy ten złapał za klamkę uświadomiłam sobie co tam zastał. Otrząchnął głośno i zakaszlał, jakby miało to sprawić że mój zastęp gadżetów zniknie w jakiś magiczny sposób. Czułam, że płonę. Czułam jak woda paruje z zaczerwienionych od wstydu policzków. Nie za bardzo wiedziałam jak mam się zachować. Stałam tam zatem udając że nie ma tu tych wszystkich z widocznym niezaschniętym jeszcze śladem używania zabawek. Ot tak stałam sobie oparta o drzwi i obserwowałam jego zachowanie i zakłopotanie.

-Faktycznie, jest tu dość mokro- powiedział, po czym dodał- czy mógłbym zerknąć między rurki? A gdy wychylał się by sprawdzić co musiał za wanną dostrzegłam, że jego rurka, gdyby mogła to zrobiłaby dziurę w jego rozporku.

Co za niefart, miałam nadzieję, że szybko to się skończy. Każda minuta tej sytuacji była jak niekończące się godziny. W końcu znalazł czego szukał (uszczelka jakaś czy coś), zakręcił co musiał, a na koniec zostawił swój numer telefonu.
- To mój prywatny- rzekł- i mrugnął wymownie do mnie oczkiem... Gdyby trzeba było przetknąć Pani rury...

I niech ktoś mi powie, czy ja nie mam pecha ?!

Komentarze

Popularne posty