Zdradziłam Go z Inną.


zdrada

Do niedawna byłam wierną kochanką jednego mężczyzny. W dzień dawałam mu się trzymać za rękę i robić mi zakupy. Pozwalałam mu rzucić w moją stronę słodkie "Kochanie- co na obiad". A w nocy?
W nocy pozwalałam mu ulegać. A on posłusznie czynił co mu mówiłam, a ja krępowałam jego dłonie i ręce, ujarzmiałam jego męskość na wszelkie sposoby. Byłam mu wierna. Czynami.

Odkąd pamiętam lubię dominować nad mężczyznami, ale kobietom jestem uległa. Mam do nich niebywałą słabość.

Doskonale rozumiem wykręcane przez ramię głowy mężczyzn, na widok mijającej ich blond Venus w opiętej na odstających pośladkach sukience. Doskonale wiem, jak trudno skupić się na drodze, gdy na chodniku idzie apetycznie, rzucając biodrem na prawo i lewo, z lekka odrzucając włosy- kobieta piękna w samej już istocie bycia kobietą.

Bo ze mną to wcale nie jest tak, że podobają mi się tylko kobiety "z okładki". Doszukuję się piękna w każdej kobiecie, grubej, chudej z włosami czy bez.
Ale fakt jest smutny. Bo to o tych "okładkowych", idealnie krągłych, o wąskiej talii i sztucznych (bo takie też lubię) piersiach w nienagannym makijażu - o takich właśnie kobietach fantazjuje. Odkąd pamiętam.

Wychowana w ramach ideologii plus dodać minus równa się RODZINA- regularnie odrzucałam próby urzeczywistnienia moich fantazji. Niejednokrotnie w mojej głowie rozbierałam subtelnie i z największą delikatnością kobietę, na którą właśnie patrzyłam. Całowałam jej pełne usta, sunęłam paluszkiem po jej szczupłym ramieniu. Zsuwałam ramiączko od stanika, pieściłam piersi i wyobrażałam sobie, jak ona się rewanżuje. Ile przyjemności mogła by mi dać. Czy zrobiła by to inaczej niż mężczyzna. Czy po wszystkim wstałaby i poszła, czy może zaproponowała herbatę, tym razem u niej?
Słodkie moje uniesienia kończyły zawsze w domowym zaciszu samotności. Niezawodne lesbijskie soft-porn na ekranie, mój wibrujący faworyt i mokra norka. To była moja tajemnica i niespełniona fantazja, do pewnego czasu....

Do czasu kiedy nie okazało się, że plus i plus może dać tyle mocy ile trzeba do odpalenia rakiety odrzutowej. Tyle mocy ile może dać tylko kobieta kobiecie.


*


Piąty dzień tygodnia. Błogosławiony ten, który uczynił sobotę wolną od pracy! Wracam do domu z lekką i cudowną myślą, że po pierwsze -nie musze wstać jutro o 6, po drugie – że nie wstanę wcześniej jak  po 12. A po trzecie i najważniejsze, że czeka mnie totalne odmużdżenie i wiyzta w innej czasoprzestrzeni. Dam ponieść się dźwiękom czarnej bądź latynoskiej muzy. Rozbujam biodra ochoczo niczym trzepocząca flaga na maszcie, a przy dobrych wiatrach złapie taki wiatr w żagle, że kto wie gdzie zacumuję tym razem. Rozanielona wbiegam do domu, witając się pospiesznie z chłopakiem. Nastawiam szybki obiad, a nim się zrobi, to po ciężkim dniu i przed długim wieczorem należy  się chwila relaksu. 

Odkręcam kurek z ciepłą wodą i napuszczam ją do wanny. Zdejmuję kolejno spódniczkę, za nią rajstopki okalające moje jędrne uda i pośladki. Przepoconą i jednocześnie służbową koszulę pod którą skrywają się ściśnięte i nabrzmiałe piersi. Stojąc w samej bieliźnie lubię się sobie przyglądać. Lubię patrzeć jak moje delikatnie dotykane ciało okala gęsia skórka. Jak idealnie dobrana bielizna zaznacza wszystkie moje powaby. Jak skąpe stringi prześwitują pokazując mój zadbany, przystrzyżony paseczek. Sterczące już sutki przebijają spod delikatnego koronkowego staniczka. Zdecydowanie czerń to mój kolor- myślę sobie, po czym zdejmuję jednym ruchem majteczki, a następnie biustonosz. Kąpiel już gotowa. Ta samoobserwacja wprawiła mnie nieco w lekkie podniecenie. Na tyle słabe, a też i mocne za razem, że nie dotyk paluszkami, ale naprowadzenie wartkiego strumienia prysznica na moją myszkę przyprawią mnie o niebagatelne dreszcze. Jest mi dobrze. Ale przecież mogłoby być lepiej. (Dlaczego do cholery nie zabrałam żadnej kaczuszki ze sobą). Mój mężczyzna jest w prawdzie w mieszkaniu, wystarczyłoby słowo, a przyszedłby z odsieczą. Ale to w cale nie jego mi jest brak. Mam ochotę na małe, ciche, orgazmotwórcze zwierzątko które leży na dnie w szafce nocnej. Nie ma mowy, że stad wyjdę, jest mi zbyt miło, ciepło i przyjemnie. Wołam go, aby przyniósł co trzeba, ale uszanował moją prywatność i wyszedł. Wiem doskonale że podnieca go dźwięk wibratora, dźwięk przełączanych programów i oddawane przy tym moje ciche jęki. Słysząc że On nasłuchuje zza drzwiami, zanurzyłam więc mojego kociaka i w gęstwinie piany odszukałam norki do której idealnie pasuje. Delikatnie drażniłam się wibrującym  kotkiem i moją myszką, aż było już na tyle błogo, że straciłam nad tym kontrole. „Kochanie, pomóc Tobie?” usłyszałam zza drzwi. W odpowiedzi usłyszał tylko mój nietłumiony już niczym dźwięk przyjemności. Odleciałam.
*
W utrzymującym się błogostanie po kąpieli, zostało mi nie wiele czasu na przygotowania do nocnego wyjścia. Szybki, ale ostry makijaż podkreślający moją urodę. Wyraziste oko i mocno czerwone, pełne usta- niezawodne w takich momentach. Bielizna- tu jak zwykle wyznaję minimalizm, zatem minimalnie jak się da zakrywam cienkimi paseczkami swoją cipeczkę. Skąpym i fantazyjnie erotycznym zarazem staniczkiem przykrywam nieco moje piersi. Uderzając w klasykę wciągam na siebie opiętą sięgającą za pośladek czarną sukienkę, która świetnie eksponuje mój jędrny biust. Kilka dodatków, szpilki i jestem gotowa. On czeka już na mnie przy drzwiach, z dobrze znanym mi wyrazem twarzy. Duma, zadowolenie i podniecenie wyraźnie maluje się w jego oczach. Zatem mamy już wszytko. Miasto już na nas czeka.
*
Przeciskam się przez ludzi tłum, zapachy perfum mieszają się z zapachem potu, a ciało drży w takt podawanych przez DJ-a dźwięków muzyki. To już kolejny dzisiaj klub. Wypite napoje procentowe zaczynają już dawać o sobie znać, wprowadzając nieco szumu w mojej głowie i zaburząjac ostrość obrazu. Jest błogo. Siedzimy razem przy barze, sącząc delikatne Martini i zanosząc się śmiechem z kolejnego podrzuconego żartu. Co jakiś czas rzucam okiem na parkiet i kołyszące się na nim pary.

 Za którymś razem mój wzrok spotkał się ze wzrokiem pewnej urokliwej- rzekłabym damy. Tańczyła wyjątkowo apetycznie. Wyróżniała się spośród gęstwiny dziesiątek innych klubowiczów. Łowiła wzrok gapiów na swoje zgrabne nogi, ale przede wszystkim idealnie krągłą pupę. Biła od niej pewność siebie, przyprawiona dozą anielskiego spokoju i delikatności z diabelskimi ruchami tańca. Zdecydowanie obok niej nie można było przejść obojętnie. I teraz właśnie ona patrzy na mnie, a ja zastanawiam się czy to moja podświadomość czy gromka ilość alkoholu sprawia że podoba mi się to, że czuje niemały dreszczyk.

Moje łączę z anielicą przerywa On z jakże zatroskanym pytaniem, czy chcę coś jeszcze. Czy chcę coś jeszcze?- powtarzam sobie pytanie raz jeszcze, jakby było moim biletem sprowadzenia na ziemię. Spojrzałam na puste szkło po moim drinku i z poprosiłam tym razem o mojito. Barman powziął kroki w stronę świeżej mięty, a ja z nadzieją odwróciłam wzrok na parkiet, ale nie było już tam nikogo kto zatrzymałaby moją uwagę na dłużej. Chyba miałam przewidzenia- pomyślałam, dodając na głos, próbując przebić się przez hałas muzyki, aby poczekali na mnie z drinkiem. Muszę do toalety. Niczym nie zaskoczyła mnie długość kolejki- zawsze to samo. Mniej toalet jak klientek za potrzebą. Przez moment wydawało mi się że z przodu widziałam znajome już długie blond włosy. Korzystając z okazji że czekam przy lustrze pomyślałam że poprawię nieco mój naruszony makijaż. Kończąc kontur ust, zobaczyłam w odbiciu, że ktoś wciąż mnie obserwuje. Jednak ze mną wszytko w porządku, to co widziałam to nie wydawało mi się. Stoi tam i zachęcająco mruga do mnie oczkiem wskazując lekkim skinieniem głowy na drzwi jeden z 10 kabin. Za moment jej kolej, czyżby chciała grzecznościowo wpuścić mnie w kolejkę? Póki moja odwaga (czyt. alkohol) jest na najwyższym poziomie podchodzę do niej i jak gdyby nigdy nic zagaduję jak do znajomej, z którą właśnie przyszłam. Mam cichą nadzieje że żadna z pozostałych czekających nie zacznie się awanturować o wciskanie w kolejkę. Niestety, jak to w życiu bywa, nie mogłam się podziewać niczego dobrego. Ruda w lokowanej czuprynie widząc że minęłam z 11 babeczek dumnie stając na samym przedzie- podniosła prawdziwy  jazgot rzucając iście bogatymi epitetami jak na nie-damę przystało. A moja anielica zareagowała w tym samym momencie bardziej niż bym przypuszczała- zwyczajnie i tak po prostu poinformowała cały ten kurnik o tym, że nie ma o co strzępić języka-bo wchodzimy we dwie.

Zaskoczona, zdziwiona, podniecona- sama nie wiem co we mnie siedzi i co mną targa od wewnątrz, ale wchodzę tuż za nią. Ale narobiły hałasu, co nie? Wypaliłam szeptem bez przemyślenia nico skrępowana nietypową jak dotąd dla mnie sytuacją. To może Ty pierwsza, a ja się odwrócę- dodałam. Ona jakby w ogóle nie zwracając uwagi na moje pytanie, przedstawiła się jako Dominika, podając mi przy tym rękę. Jej zdecydowany uchwyt dłoni przerodził się w nieco delikatniejszy, przesuwając od mojego nadgarstka po przedramieniu. Przysunęła się nieco bliżej i szepnęła do ucha -Magda. Ładne imię. To dziwne, ale nigdy dotąd dźwięk mojego imienia w ustach drugiej kobiety nie przyprawił mnie o taki dreszcz. Było w tym coś tajemniczego, coś intymnego, a świadomość że między nami, a resztą tego nocnego świata dzielą nas cienkie ściany kabiny dodawała całej tej sytuacji dużej dozy adrenaliny. Dominika, nie szczędziła czasu ani na zbędne pytania, ani też na inicjatywę z mojej strony. Przejęła stery. Była tak delikatna i perfekcyjna, że jej dotyk paraliżował moje ciało, a umysł wyłączał jakiekolwiek myśli protestu. Po wypowiedzeniu mojego imienia pochyliła nieco głowę by zaczerpnąć mojego zapachu z szyi. Muskała ją delikatnie, aż poczułam że jej miękkie i wilgotne usta przesuwają się po niej. Całowała szyję aż przeszła nieco niżej. Nogą zdecydowanie zamknęła klapę toalety nie spuszczając ze mnie wzroku, ani też nie puszczając z objęć. Jej oczy były niebieskie, duże. Spojrzenie tak głębokie i pewne. Doskonale wiedziała czego chce. Usiadła na zamknięj misie. Ja stałam przodem do niej, blisko, bardzo blisko, tuż za sobą mając chybotliwe drzwi kabiny zasunięte tylko na wysłużony już haczyk. Przesunęła zgrabnym paluszkiem po moim dekolcie, wciskając go między piersi. Wyjmując powąchała go, oblizując tak jak oblizuje się gałkę od śmietany. Wodziła językiem po moich piersiach, a mokrym palcem posuwała po wewnętrznej stronie mojego uda. Rozkosz jaka przywierała we mnie była mi obca. Nie czułam tego ani z Nim, ani nawet sama ze sobą. W głowie nieprzerwanie miałam jedną myśl: żeby to nie był sen, a jeśli już to niech trwa bez końca. Przez rozsądek jedynie starałam się nie wydawać z siebie żadnych dźwięków świadczących o nieprzyzwoitych przyjemnościach. Choć pewnie minęło już tyle czasu, że nikt z czekających nie wie kto jest bez przerwy w tej jednej kabinie. Dominika, mój anioł. A raczej diabeł w anielskiej postaci, ściągnęła dekolt mojej sukni na tyle nisko, że moje podniecone piersi sterczały tuż nad nim. Odsunęła jedną ręką miseczki stanika uwalniając cycuszki na światło dzienne. Ssała je, nie zadając przy tym bólu, ale jedynie uczucie ciepła spływające na moje skąpe majteczki. Poczuła to. Byłam tak bardzo skupiona na ruchu jej języka, że nie zwróciłam uwagi gdy jej ręka dawno już zawędrowała pod moją sukienkę. Przesuwała paluszkiem po cienkim sznureczku wbijającym się między moje wargi. W którymś momencie odsunęła go wreszcie, podniosła wzrok na mnie, rozłożyła swoje nogi odsłaniając tym samym swoją nagą, blond muszelkę. To był mój pierwszy raz. To było moje dziewictwo. Naśliniła na swoje palce- jedną ręką wróciła pod moją sukienkę, a drugą położyła na swojej, tak pięknie prezentującej się spod białej spódniczki cipeczce. Poruszała paluszkiem delikatnie, stopniowo dozując zadawaną przyjemność. Rozkosz, która malowała się na jej twarzy dodawała jej uroku, a moje podniecenie rosło z każdym jej ruchem. W tym samym momencie, równocześnie włożyła palec we mnie i w siebie. W tamtej chwili wiedziałam że wchodząc z nią tu przekroczyłam drzwi do nieba. Pełen pęcherz który nadal mi towarzyszył wzniecał tylko doznawaną przyjemność. Nie mogłam już się powstrzymać- usiadłam na jej kolana, intensywnie naplułam na paluszki i całując ją namiętnie wsunęłam palce w jej gorącą muszelkę. Jakież to było uczucie. Ona we mnie a ja w niej. Nasze splątane języki, zaplecione wokół siebie rozgrzane uda i świdrujące paluszki w mokrych cipkach. Odpływałam a wraz ze mną odpływała i ona. Czułam że obie jesteśmy już bliskie mety. Dotknęłam jej idealnie jędrnej piersi. To było już za dużo. Fala rozkoszy przelała się we mnie, zalewając moje całe ciało. Zimne dreszcze i gorący sok spływający po moim udzie w spazmatycznych drgawkach doprowadziły mnie do orgazmu. Tak pełnego jak nigdy dotąd. Tak wyraźnego i przyjemnie błogiego, szczególnie gdy w tym samym momencie doprowadziłam też moją anielicę. Jej apetyczna muszelka pulsowała oddając ciepły sok wprost na moje palce. Oblizałam je. Pierwszy raz czując słodki smak i zapach innej kobiety. Krótki pocałunek na pożegnanie, a później wspólne oddanie moczu. Tak. Razem doszłyśmy i razem sikałyśmy w tym samym czasie do tej samej muszli.

Magda – jesteś tam?! – wyrwał mnie z błogiego stanu Jego zaniepokojony głos. Magda!?- powtórzył.
Już idę, chyba zaszkodził mi nadmiar alkoholu, poczekaj na mnie- odpowiedziałam. Spojrzałam na nią raz jeszcze nim wyszłam z kabiny, odprowadziła mnie tym samym tajemniczym spojrzeniem, które zadała mi za pierwszym razem. Czułam, że już za nią tęsknię, choć wcale jej nie znam. Wiedziałam tylko tyle, że czyni niebiesko dobre cuda totalnie nie z tej ziemi.


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty