Nietypowy sex analny

Jak odkryłam, że Matka Natura wie najlepiej jak kobietę zadowolić...

sex analny

Nie od dziś wiadomo, że w pewnych kwestiach natura obdarzyła mężczyzn nieco praktyczniej niż kobiety. Bo chyba nikt nie ma wątpliwości komu łatwiej wysiusiać się, gdy w pobliżu nie ma toalety. Nikt nie ma też wątpliwości co do tego, że to właśnie facetom chce się częściej i przychodzi im to szybciej niż kobietom. 
I wiecie Panowie co? Zazdroszczę Wam tego wszystkiego i tego, że sprzęt do masturbacji macie przy 
sobie 24h/dobę przez 7 dni w tygodniu. 

Bo co w sytuacji, gdy odczuje się samczy nieokiełznany popęd seksualny w najmniej oczekiwanym momencie? No nic. Wystarczy udać się "na stronę", a tam już poRUSZYĆ sprawę na osobności z niezastąpioną Basią po prawicy lub Kasią po lewicy. I już. Po krzyku. 

A z kobietami jest nieco inaczej. Trzeba zaznaczyć, że kobiety są sprytne, dumne i nie zadowolą się byle czym, byle na szybko. Kobieta lubi mieć sprzyjające okoliczności, odpowiedni klimat, miejsce i czas. Ale zdarza się czasem sytuacja nieco wyjątkowa. Gdy odczuwa się pulsacyjne mrowienie w wargach i ogromną chęć wepchnięcia pomiędzy nie czegoś przyjemnego i nie mówię tu o wargach jako ustach. A ta chęć potrafi naprawdę zaskoczyć. I wtedy właśnie okazuje się, że albo jesteśmy na wyjeździe, bez swojego sprzętu, albo właśnie wibrator stracił na mocy, albo po prostu chce się czegoś innego. Czegoś o niepowtarzalnym kształcie, fakturze i krzywiźnie...


I tu właśnie zaczyna się moja opowieść oparta na faktach (autentycznych):


Jest jedno miejsce, do którego jak jadę nie zabieram ze sobą nic wibrującego. Odwiedziny u mamusi.
To jest miejsce, gdzie lepiej jest się nie narażać na przypadkowe pozostawienie gdzieś mojego mruczka. Konserwatywna matka i moje seksualne potrzeby nie idą w parze. Jej definicja różańca nijak się ma do mojej. Ja swój odmawiam nieco rzadziej, ale chyba na dłużej starcza.
Niemniej jednak, moich potrzeb nie idzie wyłączyć na czas pobytu u niej.


Sobotnie, ciepłe popołudnie, niemal tak pogodne jak teraz, gdy właśnie to piszę. Bez ambitnych planów, leniwe, bez miejskiego pośpiechu, za to z czystym jak łza wiejskim powietrzem. Otulona promieniami słońca, ubrana w dwuczęściowy strój kąpielowy, a na nim tylko ciasne (ale zapewniam, że wygodne) opinające się i odsłaniające w połowie moje pośladki spodenki. Z przewiązaną niczym pin-up girl bandamką na głowie oddawałam się pracom w maminym ogrodzie. I nie było by w tym nic erotycznego, gdyby właśnie nie TEN moment. Spadł na mnie niczym grom z tego jasnego nieba.

Ochota, która spowiła moje ciało była nie do odparcia. Wzrastała we mnie z każdym świeżo wyjętym z ziemi korzeniem chrzanu. Ich kształt intrygował mnie na tyle, że nie potrafiłam już patrzeć na niego jak na zwykłe warzywo. Próbowałam, lecz na próżno, ugasić swoje pragnienie dotykiem paluszków. Kucając wśród grządek, spodenki ostro wżynały mi się między wargi, materiał był na nich tak napięty, że delikatne muśnięcie paluszkiem przywodziło dreszcz. Czułam że jestem mokra. Czułam też, że chce czegoś więcej, że chce spróbować czegoś nowego.

Mając na uwadze, że mateczka jest w domu zajęta przygotowywaniem zapraw, bez gwałtownych ruchów, aby nie zdradzać naglącej potrzeby skierowałam się do domu. Przyniosłam mamie chrzan oraz ogórki, chwyciłam torebkę i banana, mówiąc mamie że idę jeszcze na minutkę do ogrodu. Między jedną a drugą szklarnią jest idealne miejsce, które zasłania leżącego z każdej strony. Nie czekając dłużej położyłam się, kładąc obok banana i chrzan. Z torebki wyjęłam dwie prezerwatywy, które zawsze mam tak na wszelki wypadek, a raczej na wszelką potrzebę.
Aura otoczenia była wręcz idealna. Cisza, przerywana kumem żab i klekotem bocianów. Słońce rozgrzewało moje ciało, a zbierające się między biustem krople potu potęgowały we mnie podniecenie. Naśliniłam paluszki, odchylając niecne spodenki wodziłam nimi po wzgórku, czując jak spływa na nie aksamitny soczek. Byłam rozpalona i napalona jednocześnie. Nawinęłam prezerwatywę na umyty pod kranem ogrodowym chrzan i wsunęłam delikatnie do środka, drążąc nim wcześniej swoją łechtaczkę. Czułam, że był twardy, cienki, krzywy. Idealny. Idealny jak na początek masturbacyjnej gry wstępnej.

I tu pokusa nabrała nowego biegu. Chciałam poczuć promienie słońca z dwóch stron jednocześnie. Rozejrzałam się wokół, czy nikogo nie ma. Zsunęłam spodenki razem z majteczkami. Odwróciłam się twarzą do ziemi. Nawinęłam drugą prezerwatywę na banana. Zmieniając pozycję do klęku podpartego naplułam obficie na dłoń, po czym przesunęłam ją między pośladkami, zwilżając swoją pupę. Czułam jak drżę z podniecenia i z adrenaliny. Delikatnie i stopniowo zaczęłam wsuwać w siebie od dupy strony otulony prezerwatywą chrzan. Gdy był już wystarczająco głęboko, wcisnęłam w ciepeczkę banana. I jednocześnie, będąc na kolanach, pieprzyłam się jak nigdy dotąd. To była prawdziwie sielska rozkosz, która trwała krótko, ale intensywnie. Doszłam szybciej niż się spodziewałam. Doszłam dalej niż zawsze. Orgazm rozlewał się po moim ciele, a ja wtulona w kępy trawy wyjmowałam to co w siebie włożyłam, drżąc z emocji i przyjemności.
Prawdziwie boskie chwile przerwało wołanie zatroskanej matki. Chyba leżałam tu dłużej niż mi się wydawało....

Ot! Cała historia o tym jak stałam się  wege seksualistką. Kocham się w warzywach i owocach równie mocno jak w wibratorach i dildach.



Komentarze

  1. Właśnie sobie wyobraziłem tę sytuację i w mig obficie doszedłem w majteczki swojej dziewczyny, mam nadzieję, że następnym razem będę miał okazję zalać Twoje!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty